Turniej ,turniej i po turnieju!

Miesiąc przygotowań, setki powtórzeń i litry wylanego potu. Na końcu selekcja najlepszych zawodników i rozczarowanie w oczach tych, którzy nie znaleźli się na liście wybrańców. Ambicja i chęć sprawdzenia swoich możliwości była ogromna. Niestety  nasz klub nie mógł zabrać wszystkich chętnych. Wyselekcjonowaliśmy 14-stu małych gladiatorów w tym 3 dziewczyny. Niektórzy znaleźli się od razu w roli faworytów ze względu na swój staż, a także umiejętności. Reszta debiutantów zbierała bezcenne doświadczenia, ale po kolei.

Turniej odbył się 25 stycznia. Organizatorem był klub „Combat Club Kraków”. Wśród zaproszonych był także klub „Seiken” z Krakowa. 60 zawodników startowało w 6 kategoriach wagowych: od 20kg do 55kg  (co 4kg).

Turniej rozpoczął się od najlżejszych (trzeba w tym miejscu nadmienić, że wszędzie na świecie w tym sporcie obowiązuje podział na kategorie wagowe, a nie wiekowe. Takie przepisy narzucają wszystkie organizacje światowe).To bardzo istotny element, gdyż taki podział nigdy nie jest sprawiedliwy podczas turniejów dzieci! Ale co zrobić- trzeba walczyć i już.

W pierwszych walkach od razu można było zauważyć ogromną dominację naszych zawodników  w najlżejszej kategorii. Bezdyskusyjnie wygrał Marcin Potoczny miażdżąc kolejnych przeciwników nie zostawiając im złudzeń kto jest lepszy! Jeszcze lepiej zaprezentowała się dwójka naszych małych wojowników Piotr Mik i Natalia Wróbel, którzy kolejno zmiatali swoich rywali (potem spotkali się w finale). Złoto wygrała Natalia, mimo iż są rówieśnikami widać było ogromną różnice w technice wynikającą z różnego poziomu treningu. Natalia ćwiczy w grupie wyższej niż  Piotrek.  Piotrek musiał się zadowolić srebrnym medalem. Nasi debiutanci: Maksymilian Fugiel ,Kamila Soń oraz Nikola Błąkała przegrali swoje pierwsze walki i zakończyli tym samym turniej. Są zawodnikami,  którzy bardzo dobrze rokują na przyszłość, a doświadczenie zdobyte w trakcie turnieju tylko zaprocentuje. Mimo wielkiej tremy, która ograniczyła ich możliwości bojowe walczyli z wielkim sercem i nie poddawali się do samego końca. Na pochwałę zasłużyły zwłaszcza obie dziewczynki, które toczyły boje z większymi, starszymi i bardziej doświadczonymi chłopakami. Ktoś stojący z boku powie, że to niesprawiedliwe, ale kategorie wagowe niestety w żadnej dyscyplinie sportowej, w której obowiązują takie zasady - nigdy nie są sprawiedliwe.  Jednak od czegoś trzeba zacząć. Na pocieszenie mogę tylko dodać, że ja również przegrałem swoją pierwszą walkę i zresztą kolejne cztery też. By zwyciężyć - musiałem jeszcze troszkę poćwiczyć.

Nasi faworyci nie do końca spełnili pokładane w nich nadzieje. Na pewno nie zawiódł Patryk Mastalerz i Kamila Dudek. Patryk powoli wyrasta na lidera naszego kluby. Technika oraz spokój jakim dysponuje podczas walk pozwoliły mu bez trudu przebić się do finału. Kamilka natomiast  po ciężkich walkach z chłopakami (często z większym stażem, a także umiejętnościach) udowodniła, że wcale nie jest od nich słabsza i mimo braków technicznych nadrabiała wielką wolą zwycięstwa! Dotarła do finału zmęczona, a tam czekał Patryk - jej największe przekleństwo. Patryk jest starszy - Kamila cięższa. Ćwiczą razem, walczą na treningach razem, ale Kamila ciągle się uczy od Patryka. Ambicja vs technika. Kamila choć była zmęczona nie miała wcale zamiaru tanio sprzedać skóry. Wiedziała z kim walczy i że nie będzie łatwo. Patryk nauczony doświadczeniem z poprzednich turniejów wiedział, że nie wolno tej dziewczyny zlekceważyć. Rozpoczęli z wielkim respektem do swoich umiejętności, a początek był wyrównany, dość nudny i ospały. Z czasem jednak spokój Patryka zaczął się wyraźnie zaznaczać w akcjach, a to zapunktowało. Kamila ze świadomością uciekającego czasu odkrywała się coraz bardziej i atakowała. Po zaciętej walce wygrał Patryk, ale Kamila pokazała, że jeśli nie teraz to już wkrótce będzie godnym rywalem dla Patryka.

Mieszane uczucia pozostawił po sobie inny nasz zawodnik - Mateusz Bil. Mateusz w półfinale zmierzył się z Mateuszem Dudkiem (Seiken).Obydwoje doskonale się znają. Zmierzyli się w finale zeszłorocznego turnieju, wtedy wygrał zdecydowanie Dudek. W tym roku spotkali się we wcześniejszej rundzie i był to rewanż jak i przedwczesny finał. Po bardzo zaciętej walce znowu wygrał Dudek (2-1). Jego przewaga nie była tak duża jak w zeszłym roku i musiał się mocno napracować. Widać było, że Bil „odrobił lekcje” i postawił poprzeczkę bardzo wysoko. Pytam więc: dlaczego przegrał?  Przegrał ponieważ dał się nabrać na bardzo starą sztuczkę i w konsekwencji na bardzo banalny rzut. Rzut, który wychodzi  raz na sto prób. Z takimi umiejętnościami i znajomością rzutów jaką posiada Mateusz nie powinno się tak stać, ale się stało. Brawo dla Dudka za umiejętne wykonanie i zaskoczenie. Mateusz Bil powetował sobie takie niepowodzenie w walce o 3 miejsce i można powiedzieć, że zmiótł swojego rywala z maty. Niedosyt jednak pozostaje.  Brązowy medal to też ogromny sukces, ale...

Na koniec tragedia ostatnich naszych dwóch zawodników, mianowicie pierwszy Filip Janas. W ostatnim turnieju  niedoceniający go rywale dali mu łatkę: „chłopiec do bicia”. Okazał się jednak prawdziwym czarnym koniem spektakularnie zwyciężając w swojej grupie. W tym roku droga była prostsza, bo przeciwników było mniej i teoretycznie byli słabsi. Niestety porażka po bezbarwnej walce przekreśliła wszelkie nadzieje na sukces. Skończyło się na brązowym medalu, ale przy jego umiejętnościach jest to zawód. Na pewno stać go na więcej. Drugi nasz zawodnik, który sprawił bardzo duży zawód to Maciej Wójcik . Nasza flagowa postać klubu i dotychczasowy lider walczący od 5 roku życia delikatnie mówiąc nie popisał się. Typowany na głównego faworyta do zwycięstw od zawsze ze względu na duży staż, doświadczenie, niemałe umiejętności techniczne i wysoki stopień. Mała liczba zawodników tej grupie powinna teoretycznie rozwiać wszystkie wątpliwości kto zwycięży! Pierwszy błąd jaki popełnił w walce półfinałowej, to totalne zlekceważenie rywala. Rywal miał bardzo niski stopień i teoretycznie nie miał szans z Maćkiem. Zawsze uczę swoich zawodników, że NIGDY PRZENIGDY nie wolno nikogo zlekceważyć. Ja w swojej karierze, mimo że” coś tam potrafię”, to zawsze walczyłem w białym pasie (dla niewtajemniczonych:  jest to najniższy stopień) i tylko czekałem na takich jak Maciek. Maciek w walce finałowej spotkał się z chłopakiem, który wcześniej pokonał wyżej wymienionego Filipa Janasa . Chłopak rok starszy i silniejszy, ale ze znacznie niższym stopniem. Żeby nie było, Maciek na każdym treningu walczy z silniejszymi (włącznie ze mną), bo trenuje w najstarszej grupie. Na turniejach także walczył już z silniejszymi rywalami, więc próba zrzucania winy na masę rywala traci na wiarygodności. Marne to usprawiedliwienie. Rozpoczął dobrze, bo próbował od razu rzucać i zapunktować, ale nie wyszło. Pierwsze ostrzeżenie dostał chwilę później: rywal chwycił mu nogę, mimo iż był wyższy (nie powinno się zdarzać, że wyższy łapie nogę niższemu!). Bardzo duży błąd w poruszaniu się. Uratował się doświadczeniem z poprzednich turniejów – wyskoczył za matę i sędzia musiał przerwać walkę. Sprytnie, bardzo sprytnie. Maciek  podrażniony rusza. Obalenie bez widocznego rzutu, więc bez punktów dla nikogo, ale Maciek dobrze wie jak się korzystnie ustawić i obrócić. Po chwili zapina trzymanie. Trzymanie, które towarzyszy mu od początku treningów i zakładał je setki razy. 10 sekund i będzie punkt, który da mu złoto (bo jak go znam tu już go sobie nie da odebrać). I co? Maciek nie trzyma dość mocno głowy i raptem po 3 sekundach rywal  ucieka.  Błąd, który kosztował go najwyższe podium! Totalna klapa.!!! 10 sekund do końca, pewnie dogrywka, a tam wszystko się może zdarzyć. Iii.. znowu nonszalancja w poruszaniu się Maćka, znowu ten sam błąd: rywal łapie nogę. 3 – 2 – 1 rywal rzuca, punkt, koniec walki. Maciek srebro. Oto rezultat . Czy jest się z czego cieszyć? Czy na miano flagowej postaci klubu i dotychczasowego lidera zasługuje zawodnik, który popełnia masę błędów? Kieruje nim nonszalancja, rutyna i zbytnia pewność siebie? Jestem bardzo rozczarowany jego postawą. Pocieszeniem może być to, że Maciek jest inteligentny i mam nadzieje, że wyciągnie odpowiednią naukę.  Każdy popełnia błędy, ale trzeba wyciągać z nich wnioski , zarówno na treningach, turniejach jak i w życiu. Na pewno nigdy tej walki nie zapomni, a ja na pewno mu na to nie pozwolę. Ta lekcja była mu bardzo potrzebna, bo ostatnio chyba zbytnio „obrósł w piórka”. Gratuluję srebrnego medalu.

Podsumowując. Turniej dla naszego Klubu,  mimo kilku niepowodzeń, był bardzo udany. Zdobyliśmy w sumie 3 złote, 3 srebrne i 2 brązowe medale w 6 kategoriach wagowych przy 14 wystawionych zawodnikach.

Trzeba pamiętać, że dla dzieci to wielkie osiągnięcie.  Dla rodziców - to forma zabawy, a dla nich – turniej jest niczym Mistrzostwa Świata.

Gratulujemy wszystkim naszym zawodnikom.(Wkrótce relacja video)

!!!Uwaga!!!

 

Zapraszamy na naszego facebooka:

Krakowski Klub Jiu Jitsu.

 

 

Copyright © 2017 Banzai. Designed by Przemo.