Klub rośnie w siłę – 21 medali

PROLOG

Znowu spotkały się zaprzyjaźnione kluby : Combat Jiu Jitsu , Seiken, no i nasz Banzai, ale tym razem bez limitów zawodników. Ogromna ilość uczestników w liczbie około 80 świadczy, że takie imprezy cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Bardzo dobrze. Niech dzieciaki walczą ,szarpią, siłują i hartują się. Niech wyrabiają charakter i osobowość .Niech rodzi się w nich ambicja ,motywacja chęć wygrywania  i walki . Uczą się szacunku dla rywala, walki zgodnie z zasadami fair play. Wszyscy rodzice chcieliby żeby ich dzieci dały sobie radę w dorosłym życiu, aby się nigdy nie poddawały i dążyły do celów sobie wyznaczonych, ale wszystko małymi kroczkami. Samo się nie zrobi!!! Zrzucanie wszystkiego na instruktorów nie jest w porządku. Trenerzy na treningach często mobilizują, podpowiadają, rozmawiają i tłumaczą. Zdarza się też, że krzyczą, „ochrzaniają” i dyscyplinują. Często są  tymi „najgorszymi” na całym świecie. Dzieci nie rozumieją, że jak jest” bajzel” na treningu, to jego efekt bierze w łeb. Jest czas na zabawę - jest czas na ćwiczenia. Rola rodziców w tym wszystkim? Zachęcać i mobilizować swoje pociechy, bo często wracają zmęczone i zniechęcone. Wystarczy porozmawiać : co dzisiaj wyszło, w co się bawili. Naprowadzić  na coś co skojarzy się pozytywnie i już.  Tylko tyle.

Co siedzi w głowie zawodnika

Stres, adrenalina, nerwy, niepewność, kalkulacje, a na końcu oczekiwania – z kim będę walczył/walczyła. Wygram? Wygram! A może jestem za słaby/za słaba. Co to Sensei podpowiadał? Kurcze, nie mogę sobie przypomnieć . O rany! Kto to jest ?! Ja mam z nim/nią walczyć? Przecież zrobi ze mnie mokrą plamę. Trudno uciekam. Może nikt nie zauważy. Nie uda się. Sensei patrzy. W co ja się wpakowałem/łam. Dlaczego wszyscy krzyczą. Zaczęło się! Emocje, emocje i raz jeszcze emocje -zwłaszcza u debiutantów. Nawet stare wygi, mimo kamiennej twarzy, odczuwają niepokój.

Turniej

Walki odbywały się na dwóch  matach, a dzieci zostały podzielone na 13 kategorii wagowych. Każda  walka trwała  2 minuty. Był to najbardziej sprawiedliwy turniej w historii ponieważ rzeczywiste wagi między dziećmi wynosiły ok2 kg. Nikt nie mógł narzekać i szukać wymówek  że miał za ciężkiego i zbyt silnego przeciwnika. Liczyły się tylko umiejętności. Sędziowali:  sensei Ryszard Kulig (Seiken) oraz  sensei Michał Paterek (Combat). Przebieg oraz czas oczekiwania mógłby być krótszy gdyby wszyscy zgłoszeni zawodnicy przybyli.

Nasz klub wystawił 37 zawodników, ale mogło być ich znacznie więcej. Niestety, ze względów bezpieczeństwa i przede wszystkim małych  umiejętności nie wystartowały dzieci , które trenują poniżej roku. Zawód był ogromny, bo na pewno nie można im odmówić ducha walki. Na następnym turnieju kto wie…J  Nie wystartowali najciężsi, gdyż zabrakło dla nich przeciwników o odpowiedniej masie. No i ostatnia grupa dzieci, nad którą musimy jeszcze popracować. Po prostu się wystraszyły i strach ich sparaliżował. Nie wynikało to z braku umiejętności. Przyczyną raczej był strach i brak wiary w swoje możliwości , ale po kolei.

Kategoria 20 – 24kg

Rozpoczęliśmy od najmniejszych i najmłodszych czyli kategorii od 20 do 24kg nazywaną przez nas żartobliwie kategorią „turbo maluchów”. Startowała czwórka  naszych gigantów w grupie złożonej z 8 dzieciaków. Faworytem był Inny „wielki” tj. Maciej Chmielewski z Seiken ze względu na jego nadprzeciętną motorykę ciała i szybkość reakcji (rzadko spotykaną u dzieci w tym wieku). Pierwszą walkę można określić jako „bratobójczą”, bo spotkali się ze sobą Piotr Stec i Jakub Rutkowski (obaj debiutanci). Takie sytuacje rzadko się zdarzają, ale niestety po wyrównanej walce Jakub został wyeliminowany. W następnej walce następny maluch - Matylda Chyla wygrała zdecydowanie i przeszła do następnej rundy. Zagwarantowało jej to walkę o medale. Wspomniany wcześniej Maciek (Seiken) zmierzył się z naszym debiutantem Gabrysiem Gargałą. Wiek ten sam, waga ta sama, staż treningowy z lekką przewagą dla Maćka. Walka zapowiadała się bardzo ciekawie, niestety rozczarowała. Gabryś, delikatnie mówiąc, zmiótł swojego przeciwnika z maty. Wygrał bardzo zdecydowanie, nie pozostawił wątpliwości kto będzie rządził i rozdawał karty w tej kategorii wagowej. Spotkał się później w finale ze swoim kolegą z klubu - Piotrem Stecem. Mimo, iż ćwiczą razem, Gabryś również wygrał bardzo zdecydowanie zdobywając złoty medal. Niestety, walce o brąz Matylda poległa  i zajęła najgorsze miejsce dla każdego zawodnika - czwarte. Szkoda, bo miała szanse na brąz, ale zdecydował brak doświadczenia .Następnym razem. Podsumowując . Jestem bardzo zadowolony z naszych zawodników i osiągniętych przez nich rezultatów.

Zdobyliśmy złoty i srebrny medal - super

Kategoria 25 – 29kg

Ta kategoria wagowa ze względu na dużą liczbę zawodników została podzielona na 2 mniejsze kategorie. W rzeczywistości były 2 kategorie od 25 do 27  i 27 do 29 kg po ośmiu zawodników w każdej. W pierwszej do 27 kg startowały 2 nasze zawodniczki tj. Alicja Leń i Sara Piwowarczyk. Obie debiutantki. Krótko opisując obie zdemolowały swoich przeciwników  i spotkały się w finale.  Dziewczynki razem trenują, razem walczą i bardzo dobrze się znają. Walka finałowa była bardzo wyrównana i zacięta. Sara ze względu na dłuższy staż treningowy wygrała, ale już może się powoli martwić, bo rośnie jej naprawdę mocna konkurentka.

Zdobyliśmy złoto i srebro więcej się nie dało – super!

W drugiej kategorii (cięższej) wystartowało nie ośmiu, a sześciu zawodników. Od nas wystartowała dwójka dzieciaków. Debiutant - Michał Jakubek oraz mimo młodego wieku (można już powiedzieć) weteranka, która na każdym turnieju wskakuje na przysłowiowe „pudło” - Natalia Wróbel. Tutaj rozstrzygnięcie było inne tj. po pierwszych walkach została wyłoniona 3 osobowa grupa, która między sobą miała wyłonić zwycięzcę. Znaleźli się tam wyżej wymienieni nasi zawodnicy oraz Filip Kargul (Seiken). Walczyli każdy z każdym . Natalia zdecydowanie pokonała obydwóch swoich przeciwników i nie pozostawiła im złudzeń kto jest najlepszy. Zwłaszcza walka z Michałem była emocjonująca. Jeszcze do niedawna ćwiczyli razem, ale Natalia jest już w grupie wyżej, a jej przewaga w tej walce była wyraźna. W walce o srebro Michał wykorzystał swoją wiedzę i  pokonał Filipa. Zdobył w ten sposób swój pierwszy medal .

Zdobyliśmy złoto i srebro! Fantastycznie.

Kategoria 29 - 34kg

Ta kategoria również została podzielona na dwie po ośmiu zawodników. W pierwszej do 31 kg wystartowało aż 6 zawodników z klubu Banzai. Głównym faworytem był Marcin Potoczny ze względu na doświadczenie w poprzednich turniejach. Debiutanci jak Alan Zając czy Hubert Piwowarczyk wystartowali by zbierać doświadczenia. Nikt od nich nie oczekiwał medali. Do Huberta uśmiechnęło się szczęście i jego przeciwnik się wycofał. Tym samym od razu przeszedł do następnej rundy. Reszta nie miała tak łatwo. Wiktoria Hossaja (Banzai) wygrała z Alanem. Jej przewaga była bardzo znacząca i jasno zasygnalizowała, że nie przyjechała na wycieczkę tylko po medal. Marcin (jak przypuszczano) bez problemów przeszedł do następnej rundy  nie dając żadnych szans swojemu przeciwnikowi. Ostatnie starcie Julii Kopeć (Banzai) z Wiktorem Sułkowskim( również Banzai) było bardzo emocjonujące. Wiktor, to ubiegłoroczny medalista. Mimo to Julia pokazała charakter jakim imponowała na treningach i wyeliminowała Wiktora. Wiktor musi się wziąć w garść i bardziej przykładać na treningach, bo konkurencja jest coraz większa. W półfinałach zostali tylko nasi zawodnicy. Marcin zmierzył się z Hubertem. Chęci Huberta - to było za mało. Marcin jest poza zasięgiem i jeszcze długo tak zostanie. Hubert w przyszłym roku awansuje o grupę treningową wyżej i będzie miał kogo podglądać, bo będą razem trenować. W drugim półfinale zmierzyły się Wiktoria i Julia (niestety). Obie razem chodzą do szkoły, razem się trzymają, razem ćwiczą. To nigdy nie są łatwe sytuacje kiedy trzeba się zmierzyć ze swoim przyjacielem. Gdybym miał typować stawiał bym na Wiktorię, ale na tym polega piękno sportu. Niesie różne niespodzianki. I właśnie Julia po szybkiej i dość łatwej walce pokonała swoją koleżankę czym zaskoczyła mnie, a jak później sama przyznała, także siebie. Można rzec, że „odpaliła” we właściwym momencie. W finale czekał na nią Marcin i tutaj przygoda się skończyła. Marcin rozprawił się z nią bez litości i ze spokojem. Julka była cięższa i próbowała, szarpała, kombinowała, ale to wszystko za mało na tak doświadczonego zawodnika. Marcin, jak przypuszczali wszyscy zgarnął złoto, Julia srebro, co jest chyba jedną z większych niespodzianek w zawodach. W walce o trzecie miejsce Wiktoria zmierzyła się Hubertem. Wiktoria po przegranej walce z Julią przystąpiła do walki lekko zniechęcona. Hubert był natomiast lekko przestraszony. Efekt? Nudna walka i wymęczone zwycięstwo Wiktorii. Nie mniej jednak wywalczyła brązowy medal, ale niedosyt pozostał. Hubert swoją postawą pokazał, że jeszcze będzie się liczył w tej kategorii i na pewno zajęcie czwartego miejsca zmobilizuje go do jeszcze cięższej pracy.

Zdobyliśmy wszystkie medale. Więcej się nie dało- świetnie!

W drugiej kategorii do 34kg startowało 3 naszych zawodników: główny faworyt do wygrania Mateusz Bil. Debiutanci : Maks Nazim i Maks Jopek. Nie oczekiwaliśmy żadnych cudów od Maksów, bo ciężko było ich nakłonić do spróbowania się w takich zawodach, więc dla nas trenerów ogromnym sukcesem jest, że się zdecydowali .Maks Jopek przegrał w pierwszej walce. Walczył dzielnie, ale zjadła go trema i zapomniał zupełnie czego się uczył . „ Przeszarpał ” się całą walkę,  a przeciwnik punktował. Drugi Maks również wyszarpał całą walkę,  ale jego przeciwnik jeszcze walczył gorzej, więc wiadome było kto przejdzie do następnej rundy. Mateusz przeszedł dalej bez walki,  gdyż jego przeciwnik „uciekł”. Mateusz nie miał wymagających przeciwników. Przewyższał ich pod każdym względem  i w finale pokonał Tymoteusza Dudę (Combat), który wcześniej wyeliminował w półfinale  Maksa Nazima . Maks nie świadomy, że za chwilę będzie walczył o brąz spakował się i poszedł do domu. Ehhhh, debiutanci.

Zdobyliśmy złoty medal -  dobrze!

Kategoria 34 - 37 kg

Również podzielona na 2 grupy w pierwszej - lżejszej, wystartowało czterech naszych zawodników: Maks Fugiel, Szymon Stanula  i dwóch debiutantów: Kacper Wec i Jan Hajkiewicz. Niestety, jak to w przypadku większości debiutantów bywa, udział w turnieju zakończyli w pierwszej rundzie. Wyraźnie przegrali swoje walki. Zawiódł trochę Kacper, który na treningach prezentował się obiecująco. Tak czy inaczej, towarzysząca trema splątała im nogi. Maks pomimo trzy tygodniowej absencji na treningach (spowodowanej chorobą), postanowił wziąć udział w turnieju. Z Hajkiewiczem w pierwszej walce męczył się okrutnie.  Wygrał, ale sposób  w jaki tego dokonał nie wróżył nic dobrego. Nasze przewidywania się potwierdziły. W walce półfinałowej czekał na niego kolega klubowy Szymon Stanula.  Prezentował się dużo lepiej zarówno od Maksa i Natalii Grzanki (Combat) , którą dość łatwo wyeliminował. Osłabiony Maks wybity z rytmu treningowego, nie był równorzędnym przeciwnikiem dla Szymona. Szymon zaś wyglądał po walce na wypoczętego.  Maks- jakby wrócił z zaświatów. Dodam, że jeszcze czekała go walka o brąz. Z drugiej strony sędziowskiej drabinki spustoszenie siał Jakub Marzec (Combat). Chłopak naprawdę dobry technicznie i bardzo szybko reagujący na sytuacje w walce. Bardzo groźny przeciwnik. W finale spotkał się z Szymonem. Poziom techniczny naszego zawodnika był dużo niższy niż Kuby. Szymon walczył niczym wojownik, nie poddawał się ale to było za mało. Przegrał, ale swoją postawą pokazał, że będzie jeszcze groźnym zawodnikiem i na pewno będzie dążył do rewanżu. W walce o brąz Maks musiał się jeszcze raz zmobilizować i wykrzesać choć odrobinę woli walki. Rozpoczął z wielkim animuszem, ale tylko przez pierwsze 25 sekund, na więcej nie wystarczyło paliwa. O punkt przegrał z Marcinem Chmielewkim (NCK). Czasami wielkie serce wojownika nie wystarcza, choć bardzo się cieszę, że się zmobilizował i wziął udział w turnieju. Świadczy to o jego nieugiętym charakterze. Na pewno zebrał bezcenne doświadczenie co w przyszłości zaprocentuje.

Zdobyliśmy srebrny medal - kiepsko

W drugiej kategorii (cięższej) startowało 2 naszych zawodników: Kamil Stanisławiak i Daniel Bińczycki. Trafili do bardzo trudnej grupy. Nikt nie oczekiwał od nich cudów, ale liczyliśmy na niespodziankę. No i się przeliczyliśmy. Przegrali swoje pierwsze walki. Przystąpili do walk bez pomysłu i planu. Dominowali zawodnicy z klubu Seiken: Maciej Wrzesień, Mateusz Dudek i Bartek Białkowski. Ta trójka między sobą wyjaśniała kto jakie medale zabierze do domu. W walce finałowej (bardzo zaciętej) wygrał Dudek z Wrześniem, a Białkowskiemu przypadł brąz. Na treningach chłopaki z naszego klubu muszą zmienić swoją postawę. Łatwych przeciwników nie będą mieli i jeśli chcą  nawiązać równą walkę, to muszą się wziąć do pracy.

Zdobyliśmy?  NIC - porażka

Kategoria 38 - 42 kg

Kategoria również podzielona na 2 grupy. W pierwszej  sześciu zawodników, w tym czworo z Banzai. Tutaj nie było zdecydowanego faworyta. Nadzieje rokowała Nikola Błąkała, która w ostatnim turnieju zaprezentowała dobrze, a  jej wyczyny rokowały duże nadzieje. Niestety, nie wiadomo co się stało? Stres, trema, zbytnia pewność siebie, ale odpadła już w  pierwszej rundzie sprawiając wielki zawód. Uległa 1-2 z  Mateuszem Knapikiem (Combat). Następne nasze dwie  zawodniczki  przegrały zdecydowanie. Honoru bronił dzielnie Mikołaj Słupski,  który w pierwszej walce wygrał. . Medale miały się rozstrzygnąć między finałową trójka w walkach „ każdy z każdym ”. W zaciętych pojedynkach wielkim sprytem wykazał się Mikołaj. Z problemami wywalczył złoty medal. Jego umiejętności nie były wyższe niż przeciwników. W tych walkach decydował inny czynnik tj :szczęście.  Drugie miejsce zajął Dominik Słoma (NCK), trzecie  przypadło Mateuszowi Knapikowi (Combat)

Zdobyliśmy złoty medal – gratulacje!

W drugiej (cięższej) był tylko jeden murowany faworyt: Patryk Mastalerz. Jego udział do samego końca nie był pewny. Na własne ryzyko walczył ze skręconą kostką. Z nogą czy bez i tak zmiótł wszystkich swoich przeciwników i ani przez moment nie był zagrożony. Wprawdzie walczył bardzo ostrożnie, ale i tak jego spektakularne akcje powodowały aplauz na widowni. Lider naszego klubu nie zawiódł wygrywając kolejny złoty medal. W finale próbował się z nim równać Konrad Potępa, ale kontuzjowanemu Patrykowi nie był  w stanie zagrozić w nawet w minimalny sposób. Trzecie miejsce zajęła Ola Novak czym bardzo mile mnie zaskoczyła. Przegrała z Konradem bardzo wyraźnie, ale dla niej brązowy medal to sukces. Nie popisali się Dariusz Morawski i Łukasz Wilk, którzy mają duże braki. Ich trening musi ulec  zmianie jeśli mają ambicje na wygrywanie medali. Debiutant Kuba Wec uległ Patrykowi w pierwszej walce i nikt nie ma do niego pretensji.

Zdobyliśmy złoty i srebrny medal - dobrze

Kategoria  43 – 45kg

Startowała trójka naszych zawodników. Michał Kowalik, który poległ w pierwszej walce z Arturem Łącznym (Seiken). Artur jest starszy i przede wszystkim zdecydowanie przewyższał umiejętnościami Michała co było widać podczas walki. Na treningach Michał przyzwyczaił mnie do postawy:” nie boje się rywala!” i starał się nawiązać równorzędną walkę. Mimo, iż poległ pozostawił po sobie bardzo korzystne wrażenie. Kolejny nasz zawodnik Michał Urbańczyk wygrał 1-0 z Bartkiem Czekajem (Seiken) i awansował do kolejnej rundy, gdzie już czekał na niego faworyt do wygrania całej grupy: Kamil Chojnowski (Seiken). Kamil przewyższał wszystkich wzrostem i wiekiem, a to zawsze działa na psychikę dzieci. Michał  walczył niczym lew z Kamilem, ale nie miał większych szans. Pękł psychicznie. Gdyby się nie przestraszył to kto wie….  a Kamil awansował do finału.  I ostatni, a w zasadzie ostatnia zawodniczka:  Kasia Wójcik, która sprawiła ogromnie miłą niespodziankę. Zaskoczyła nie tylko mnie, rodziców, ale przede wszystkim siebie. Ale po kolei. W pierwszej walce rozprawiła się z Dominikiem Łaciakiem (Seiken). Walczyła ospale i widać było, że różnica wzrostu w stosunku do reszty zawodników wyraźnie ją stremowała. Kasia, mimo iż waży 43 kg ma tylko 140 cm wzrostu. Każdy z rywali był przynajmniej o głowę wyższy. W półfinale zmierzyła się z Arturem (Seiken). W jej oczach było widać strach. Wyższy, starszy, silniejszy na dodatek z wyższym stopniem – czy mogło być gorzej? Rodzice, brat no i my trenerze z niepokojem czekaliśmy na to, co miało się wydarzyć. Jak było do przewidzenia Artur rzucił się od razu i wykorzystywał swoje atuty. Kasia kilka razy niczym ptak szybowała nad matą, ale to nie były akcje punktowe. Przetrwała pierwszą minutę i zrobiła to co podpowiadałem jej na treningu. Wyczekała spokojnie i skontrowała łapiąc za nogę i rzucając chyba zbyt pewnego Artka. Punkt i Kasia idzie za ciosem. Zakłada trzymanie. Zakłada takie, które jej powiedziałem: „tylko w tym masz szanse kogoś utrzymać”. Drugi punkt i prowadzi 2-0. Minuta do końca! Artur atakuje, ale Kasia ustawia się defensywnie. Niemoc i frustracja Artura rośnie z każdą sekundą, jego ataki są coraz bardziej chaotyczne. Na widowni wszystkie koleżanki krzyczą ile sił w gardłach: Kasia! Kasia! Kasia! I stało się Kasia kontruje raz jeszcze jakby chciała przypieczętować swoje nieprzypadkowe zwycięstwo. 3-0 koniec. Jest w finale. Wielkie brawo. W walce o brązowy medal Artur zmierzył się z naszym Michałem Urbańczykiem. Michałowi widzącemu co zrobiła chwilę wcześniej Kasia nie pozostało nic innego jak „dobić” Artka. Po wyrównanej i zaciętej walce wygrał i zdobył swój pierwszy medal. Myślę, że ma dużo większe możliwości. Warunek do ich wydobycia? Na treningach mniej śmiechawki, a więcej koncentracji.  A Kasia? staje do finału. Na przeciwko Kamil. Silniejszy, wyższy o 25cm, starszy o 3 lata. Wyglądają niczym Dawid w walce z Goliatem. I to było za dużo dla Kasi. Już przed walką widziałem w jej oczach zrezygnowanie, a sama walka tylko to potwierdziła. Kamil miotał i robił co chciał, Kasia nie miała najmniejszych szans, przegrała tę walkę w głowie. Przegrała tylko 2-0. To też świadczy, że się starała. Jestem z niej bardzo zadowolony. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, bo jeszcze 2 dni przed turniejem płakała, że się boi i nie da rady. Teraz będzie tylko lepiej,  bo to ogromy zastrzyk wiary nie tylko w swoje umiejętności, ale i w siebie. Brawo Kasia!

Kategoria  45 – 49kg

„Kobieta demon”. Tak po obozie letnim Kamila Dudek została ochrzczona przez chłopaków kiedy spuściła im łomot. Kamila wyrasta powoli na jednego liderów naszego klubu. Nie boi się walczyć z chłopcami, świetnie się rozwija i myślę, że już wkrótce rzuci wyzwanie tym najlepszym na czele z Patrykiem Mastalerzem. Dziewczyna rośnie, jeszcze 3 miesiące temu walczyła z Patrykiem w grupie a teraz jest już w wyższej kategorii. Z jednej strony odpadł jej chyba najgroźniejszy przeciwnik, ale pojawili się nowi  wcale nie słabsi. Razem z nią wystartowało jeszcze dwóch naszych zawodników: Kacper Nowak i Bartosz Pulchny. Niestety nie odegrali oni znaczącej roli w tej grupie. Dostali lanie i mam nadzieje, że wyciągną wnioski. Nie wystarczy się zmobilizować, ale trzeba wcześniej się odpowiednio przykładać do treningów. Na piękne oczy nikt medali nie rozdaje. Finałowy skład wyglądał następująco Kamila (Banzai),Wojtek Marek ( Seiken) i główny faworyt  Kamil Palimąka (Seiken).  Walczyli każdy z każdym. Najpierw doszło do starcia Kamili i Wojtka (spotkali się już we wcześniejszym turnieju, wtedy bez trudu wygrała Kamila). Wojtek to inteligentny chłopak i „lekcje odrobił”. W pierwszych minutach prowadziła Kamila i wydawało się, że do końca rezultat się nie zmieni. Kamila sprytnie się broniła, ale w ostatnich sekundach walki chyba się za bardzo rozluźniła i Wojtek poprzez dźwignie doprowadził do remisu. Tu rozpoczęła się dramaturgia. Dogrywka trwała minutę do pierwszej punktowej akcji . Nie wyłoniło to zwycięzcy. Kolejna dogrywka „na trzymania” (kto dłużej utrzyma) także nie wyłoniła zwycięzcy. Oboje ogromnie zmęczeni. Sędziowie orzekli, że będzie jeszcze jedna dogrywka, ale dopiero po walkach z Kamilem, który nie mógł się doczekać. Kamil najpierw rozprawił się z Wojtkiem i do zdobycia upragnionego złotego medalu wystarczała mu wygrana z Kamilą. Kamila  przystąpiła do walki mocno zmotywowana przez koleżanki i rodzinę. Kamil jest starszy od niej i silniejszy, ale Kamila zaprawiona w bojach nie miała zamiaru przejść obok walki. Rozpoczęło się zgodnie z przypuszczeniami: Kamil zepchnął naszą zawodniczkę do głębokiej defensywy. Wszystko układało się dobrze, bo nie było z tego punktów dla Kamila. Dziewczyna popełniła jeden bardzo, bardzo głupi błąd i Kamil wyciągnął dźwignię. Objął prowadzenie 1-0. Jeszcze nie wszystko było stracone, ale za chwilę znowu to samo - dźwignia. Efekt 2-0, a Kamila ze świadomością uciekającego czasu rusza do ataku. Punktuje rzutem, ale zabrakło czasu. Wielka szkoda. Myślę, że nigdy więcej takiego błędu już nie popełni. Teraz czekała ją jeszcze dogrywka z Wojtkiem, a mocy ubywa. Oboje bardzo zmęczeni stają naprzeciwko siebie, walczą do pierwszego punktu. Początek niemrawy i spokojny. Wydawało by się, że oboje czekają na błąd przeciwnika. Nikt nie szarpie, nie ciągnie, nie forsuje… i nagle Kamila decyduje się na akcję, akcję która da jej srebrny medal. Zaskoczony Wojtek nic nie może zrobić. Pozostaje mu tylko zachodzić w głowę: jak to się stało?!

Zdobyliśmy srebrny medal – gratuluję!

Kategoria  50 – 55kg

Tutaj to delikatnie mówiąc: „siwy dym”. Chłopaki w tej grupie  naprawdę wiedzieli jak się walczy. Wszyscy  z co najmniej kilku letnim stażem, wysokie stopnie, wysokie umiejętności - emocje gwarantowane. Trudno było wytypować faworyta. Z naszego klubu: Krzysztof Lis, Tomek Ujek i Wojtek Łojszczyk, który powrócił do nas po kilku letniej przerwie. Wyszkolony za dzieciaka nie zapomniał jak się walczy. I ten ostatni - wyklęty przeze mnie, bardzo ostro skrytykowany za ostatni turniej, długoletni lider i flagowa postać naszego klubu Maciej Wójcik. Do tego Maciej Rutkowski, Konrad Wątroba i jedyna dziewczyna Kasia Dziadkowiec. Cała trójka z Seiken. Od czego tu zacząć? Może od pierwszej walki: Maciej Rutkowski -  dobry technik i Wojtek Łojszczyk, czyli wielka niewiadoma. Za najmłodszych lat  był bardzo obiecującym zawodnikiem, ale potem nasze drogi się rozeszły. Wojtek wrócił miesiąc przed zawodami i bazował na tym co pamiętał. Rozpoczęła się walka. Maciek od razu przystępuje do ataku i chyba trochę zlekceważył rywala. Może biały pas go zmylił i próbuje rzutu  dość ryzykowanego? Wojtek świetnie się broni i kontruje rzutem za nogi. Zdobywa punkt i zakłada trzymanie, ale Maciek się wyślizguje i próbuje kontratakować. Walka wraca do stójki. Wojtek łapie nogę Maćka i rzuca - punktując. Taką właśnie akcją w poprzednim turnieju Wójcik przegrał i został przeze mnie  mocno zrugany, ale co tam Wojtek wyeliminował Maćka Rutkowskiego. Kolejna walka to Tomasz Ujek (Banzai)  vs  Katarzyna Dziadkowiec (Combat). Przewaga Tomka nie podlegała dyskusji i wygrał na punkty bardzo  wyraźnie. W następnej walce Krzysztof Lis (debiutant) przegrywa z Konradem Wątrobą czym sprawia wielki zawód, gdyż bardzo liczyłem na tego zawodnika. Aż trudno uwierzyć. Konrad bardzo umiejętnie się bronił i wykorzystał jeden błąd Krzyska.  No cóż, sport często bywa niesprawiedliwy. Do kolejnej walki stanął chyba największy leń w naszym klubie: Maciej Wójcik, który z jednej strony chciał się zrehabilitować, a z drugiej jego postawa na treningach świadczyła, że ma to „gdzieś”. Na pewno miał o wiele bardziej wymagających przeciwników, co sam szybko zauważył i nie był już tak pewny siebie. Często lekceważył swoich rywali i dawał im sygnał, że i tak wygra. Tutaj pierwsza  walkę stoczył z bardzo ambitną dziewczyną Renatą Włodarczyk (Seiken). Maciek chyba mocno się zmobilizował, bo już w pierwszej akcji pokazał swoją siłę szybko rzucając i zakładając trzymanie. Po 20 sekundach walki było już 2-0 i wyglądało to jak egzekucja. Nie było widać lekceważenia i „olewania” przeciwnika. Maciek wygrał bardzo pewnie i szybko nie tracąc przy tym żadnych punktów. Może coś się zmieniło w jego postawie? Za wcześnie żeby to stwierdzić. Pary półfinałowe to Wątroba (Seiken) i Łojszyk (Banzai) oraz Ujek (Banzai) i Wójcik(Banzai).Wojtek z Konradem wiedzieli, że walka pozwoli im na wejście do finału,więc bez ogródek ruszyli na siebie. Szybkie tempo, akcje z jednej jak i drugiej strony gwarantowały emocje. Wojtek nie miał zamiaru zmieniać swojego planu łapania za nogi, ale to nie ta klasa przeciwnika. Nastąpiła natychmiastowa weryfikacja planu. Szybki zwód. Już za chwilę miał punkt za rzut i założył  trzymanie, ale nie udało się utrzymać przeciwnika. Wynik nie zmienił się i Wojtek bardzo mile mnie zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się, że wygra choćby jedną walkę. W drugiej parze Wójcik skoncentrowany i skupiony stawał do walki z Tomaszem Ujkiem. Tomek podobnie, jak Wojtek miał długą przerwę, ale wrócił i przetrenował cały rok bardzo szybko czyniąc duże postępy. Maciek ruszył w swoim stylu próbując szybko wytrącić rywala z równowagi, ale zderzył się ze „ścianą”. W tym wszystkim sam o mało nie został wytrącony. Od razu poczuł, że Tomek jest silniejszy od niego i nagle się coś w Maćku zmieniło. Zaczął wykonywać wszystkie polecenia, które przekazywałem na treningach: prawidłowo się poruszał, miał właściwy chwyt i pozycję. Jakiś cud? Przecierałem oczy ze zdumienia biorąc pod uwagę jego bezczelną, leniwą postawę na treningach z zerowym zaangażowaniem w każde ćwiczenie. Łaskę, że w ogóle jest obecny. Tomek natomiast spokojnie kontrolował wszystkie jego poczynania nie nabierając się na jego zwody i sztuczki. Nastawiał się na kontry. Maciek starał się zaskoczyć czymś swojego przeciwnika prezentując cały asortyment najróżniejszych rzutów, ale na Tomka to wszystko było mało i nic nie wynikało z jego akcji. W pewnym momencie Tomek przejął inicjatywę walki widząc bezsilność swojego rywala i role się odwróciły. Teraz to Maciej był w defensywie. Walka dobiegał końca i już się wydawało, że dopiero dogrywka wyłoni zwycięzcę. Tomek zdecydował się na ostatnią akcję, zrobił wszystko jak należało. Maciek już stał na jednej nodze i frunął. Tomek już się mógł cieszyć, ale Maciek jakimś cudem utrzymał równowagę i na dodatek wyprowadził kontrę podcięciem. Punkt i koniec walki ,aż mnie zamurowało, bo sam bym się takiej akcji nie powstydził. Przypadek, czy instynkt? Fart czy technika??Hmmm, wygrał ciężką walkę, a Tomkowi pozostało bić się o brązowy medal co było dla niego formalnością. Tak jak przypuszczaliśmy Konrad nie był dla niego godnym rywalem. Tomek szybko uzyskał przewagę rzutem poświęcenia, chcąc „pomścić” swojego klubowego kolegę Krzyśka Lisa, z którym trenuje. Walka była jednostronna. Tomek nie pozwolił wyprowadzić Konradowi ani jednej akcji - nawet zaczepnej. Ba, nie pozwolił nawet się uchwycić za kimono, uśmiechał się tylko. Podejrzewam, że gdyby tylko chciał po walce zostałyby dziury w macie. Oczywiście dostał ode mnie przysłowiowy ochrzan za swoją postawę, bo złamał podstawową zasadę: nigdy nikogo nie lekceważ! W poprzednim turnieju takie właśnie zachowanie przyniosło Wójcikowi porażkę. Teraz się udało, ale następnym razem, jak coś takiego zrobi to porozmawiamy trochę inaczej. Walka finałowa dwóch naszych zawodników: Maciek, po którym nie wiadomo czego się można spodziewać i Wojtek - solidny opanowany w swoich akcjach. Obydwaj swoją przygodę z Jiu Jitsu zaczynali jako dzieci. Byli jednymi z pierwszych jakich zaczynałem trenować. Teraz stają naprzeciwko siebie w finale. W takich chwilach serce się raduje, mimo iż za chwilę jeden zejdzie z maty pokonany. Ruszyli na siebie.  Tym razem Maciek od razu został zepchnięty do defensywy, bo Wojtek wykorzystał swoją przewagę siły. Wojtek znowu wykonuje swoją koronkową akcję i  łapie nogę Maćka. Gdy to zobaczyłem od razu otwarł mi się nóż w kieszeni. Właśnie taką akcją w ostatnim turnieju w końcowych sekundach Maciek przegrał złoty medal. Moja pierwsza myśl : „znowu mnie nie słuchał. Teraz to mu chyba  urwę głowę”. Uczulałem i prosiłem na treningach. Pokazywałem, jak się ucieka z takich sytuacji , ehh. I Maciek zrobił  dokładnie tak, jak pokazywałem. Chyba jednak coś się zmieniło. Wojtek po akcji sprowadza Maćka do parteru atakując z jednej i z drugiej strony. Maciek, jak mówiłem na treningu, spokojnie się broni. Wojtek po chwili odpuszcza widząc swoją bezsilność i to jest to co wyróżnia go od innych zawodników. Wszyscy rzucaliby się, szarpali ale nie on. Szybka analiza i ocena: większe szanse będę miał w stójce. Walka jest coraz bardziej wyrównana i mamy akcję za akcję. Wojtek zmienia taktykę, atakuje od góry  co prawie przynosi mu punkt. W 95% w walce taka akcja zakończyłaby się sukcesem, ale Maciek znowu, jak w poprzedniej walce łapie równowagę i kontruje podcięciem zdobywając punkt. Akcja jakiej nie powstydziliby się profesjonalni zawodnicy. Ta akcja mnie przekonała, że to nie przypadek i głupi fart. Maciek prowadził 1-0, mało czasu. Wojtek rzuca się do desperackich ataków, ale już nic nie jest w stanie wskórać. Wojtek zdobywa srebrny medal. Po tak długiej przerwie, to duży sukces. Był godnym rywalem i pokazał, że jeszcze będzie się liczył. Maciek odrodził się niczym feniks z popiołów zdobywając złoty medal. Potrafił podnieść się po porażce i mojej miażdżącej krytyce jaka spadła na jego głowę po ostatnim turnieju. Ktoś powie, że za dużo wymagam, że za bardzo krytykuje i wywieram zbyt dużą presję, a to jest jeszcze dzieciak. Maciek osiągnął znacznie więcej niż ten złoty medal. Znowu jest liderem naszego klubu i naszym najlepszym zawodnikiem. Znowu jest naszą flagową postacią, od którego małe dzieci będą się uczyć i naśladować go. Może chodzić z podniesioną głową. I chyba najważniejsze dla niego: zrehabilitował się w moich oczach. Bardzo się cieszę.

Zdobyliśmy złoty, srebrny i brązowy medal – fenomenalnie!

Kategoria  56 - 63kg

Duża różnica wagi w tej grupie spowodowana była małą ilością zawodników. Startowało sześciu, w tym dwójka naszych: Wojtek Wronowicz  i Kuba Abramowicz. Z szybkich obliczeń wynika, że po pierwszych walkach zostanie wyłoniona finałowa trójka. Wojtek był debiutantem i w pierwszej walce od Damiana Tworzydło (Seiken) dostał straszny łomot 6-0.  I kolejna duża rozbieżność umiejętności dzieci trenowanych przez trenera Tomka Miksę. Jedne, jak Mikołaj Słupski, Ola Novak czy Szymon Stanula potrafią wywalczyć medale inne natomiast nie potrafią nawiązać równej walki i dostają takie baty, że aż wstyd. Musimy się wspólnie zastanowić: co z tym zrobić bo dalej tak być nie może. Wróćmy jednak do turnieju. Kuba w pierwszej walce zdemolował Marka Popiela (Banzai), który mimo półrocznej przerwy spowodowanej kontuzją i tak awansował do finałowej trójki. Ostatnim zawodnikiem, który się tam znalazł był faworyt - Adrian Burliga (Combat). On również łatwo awansował pokonując Krzysztofa Więckowskiego (Seiken). Kuba  już w pierwszej walce pokazał Wojtkowi, jak należy walczyć aby wygrywać. Pokonał zdecydowanie starszego i wyższego rywala – Damiana. Tym samym w kieszeni miał srebrny medal. Teraz jeśli chciał sięgnąć po złoto musiał tylko pokonać Adriana, a ten również dość łatwo wygrał z Damianem. Walka finałowa nie przebiegła po myśli Kuby. Starał się i robił co mógł, ale widać, że półroczna przerwa wpłynęła na jego dyspozycję. Nie był wstanie nawiązać walki z wyraźnie lepszym i od tej chwili „złotym” Adrianem.

Zdobyliśmy srebrny medal – gratuluję

EPILOG

Nieważne jaki jest stosunek medali do ilości zawodników wystawionych przez nasz klub. Nieważne wygrane i przegrane. To wszystko nieważne. Każdy z moich zawodników, który się stawił, walczył i dał z siebie wszystko jest dla mnie zwycięzcą. Każdy z nich  w moich oczach zasłużył  na złoty medal. Mam nadzieje, że każdy z nich zapamięta to, co zawsze powtarzam na treningach: „Pamiętaj, nigdy, przenigdy, choćby się waliło i paliło, nigdy się nie poddawaj”.  Mam nadzieje, że zapamiętają to na całe życie, bo to im na pewno pomoże. I pamiętajcie: największą słabością jest poddawanie się. Najpewniejszą drogą do sukcesu jest zawsze próbowanie po prostu jeden, następny raz. Wyzwanie jest w Tobie.

 

 

Sensei Przemysław Sikora

!!!Uwaga!!!

Ubezpieczenie NNW dla zainteresowanych:

Koszt 23 złsuma ubezpieczenia 10 tyś

Chętni proszę pisać priv do klubu albo zgłaszać prowadzącemu zajęcia .

Zapraszamy na naszego facebooka:

Krakowski Klub Jiu Jitsu Banzai

 

 

Copyright © 2017 Banzai. Designed by Przemo.