Prolog, dla Rodziców,

W tym roku wszystko od nowa się zaczęło, ale po kolei. Po pierwsze klub ewoluował i oprócz rywalizacji między klubowej doszła rywalizacja wewnątrz klubowa. Banzai ciągle szkoli nowych instruktorów i  nie mamy ich zbyt wielu jak w innych klubach. Stawiam na jakość i odpowiednie  podejście pedagogiczne. Wszyscy instruktorzy są wyszkoleni przeze mnie i mają moje 100% wsparcie. Stoję za nimi murem bez względu na wyniki sportowe, pretensje rodziców czy poziom na egzaminach. Klub ma dużo filii. Nawet na naszej stronie nie wszystkie są wyszczególnione, dlatego naturalną rzeczą jest, że młodzi instruktorzy zaczynaj prowadzić tam zajęcia. Zajęcia w Nowej Hucie w szkole nr 86 prowadzi senpai Asia. W szkole nr 111 kolejny rok rządzi senpai Dariusz. Ja przeniosłem się do szkoły nr 47 i zostałem w DKNB. Spory wpływ na taki rozkład sił miała praca, obowiązki oraz miejsce zamieszkania. Nie ulegnie to zmianie, pomimo iż każdy ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Wewnętrzna  „rywalizacja” rozstrzygnie się między naszą trójką i myślę, że wszyscy na tym skorzystamy, a zwłaszcza dzieci. Oczywiście ktoś powie, że Asia i Darek stoją na przegranej ze względu na mniejsze doświadczenie, a ich zawodnicy będą słabsi. Jest też druga strona medalu: sam ich wyszkoliłem i nauczyłem wielu rzeczy potrzebnych w walce. Teraz po turnieju mogę powiedzieć spokojnie, że przekazują tę wiedzę. Kilka perełek, które wychowywałem w filozofii Jiu-Jitsu, doprowadziłem  do medali (a już nie są trenowane przeze mnie, lecz rozwijają się pod okiem Asi i Darka) zaczerpnęły wiele fajnych nowych pomysłów czym zaskoczyli moich zawodników.

 

Wojownik w realnym świecie, czy tylko przed komputerem?

Klub Banzai w sumie wystawił 29 zawodników w tym 14 debiutantów. W turnieju wzięło ok. 70 dzieci. Mniej niż w zeszłym roku i to jest problem, z którym (mogę otwarcie powiedzieć) nie radzimy sobie. Namawiamy, prosimy, tłumaczymy, rozmawiamy. Staramy się zaszczepić ducha walki, ale nic z tego. Tylko nieliczni decydują się na podjęcie wyzwania. Na treningach każdy się pali do walki z kolegą żeby pokazać mu „gdzie raki zimują”. Wiadomo, nikt nie lubi przegrywać, ale jednym z głównych haseł klubu jest: żeby „nigdy, przenigdy, choćby się waliło i paliło, nigdy się nie poddawać”. To przesłanie będzie im potrzebne w życiu chyba najbardziej.  Wojownikiem nie nauczysz się być. Wojownikiem trzeba się  urodzić. Chcemy obudzić wojowników w „mazgajach”, ale coraz trudniej nakłonić ich do sportowej rywalizacji. Debiutant, to nie „mięso armatnie”! To odważny i ambitny adept, który chce sprawdzić na co go stać. A co z debiutantami z zeszłego roku? Żaden nie pofatygował się żeby spróbować raz jeszcze. Zniknęła chęć udowodnienia, pokazania nowych umiejętności. Tłumaczymy, że to nie koniec, że teraz można pokazać na co cię stać, że można jeszcze wygrać, że to nie koniec świata, a dopiero jego początek. Dzieciom brak motywacji, chęci zdobywania, bez woli walki. Świat jest brutalny. Nie otrzymasz kolejnego „życia”,  jak w grze komputerowej, by przyszykować się na zbliżające się niebezpieczeństwo… i jeszcze raz.. i jeszcze raz…  Na co super sprawność, gdy nie do końca potrafią radzić sobie w sytuacji zagrożenia, by się obronić (no tak! taka walka sportowa niewiele się różni od walki w obronie własnej). Czas, presja, emocje, zagrożenie. Dlatego chylę czoła przed wszystkimi, którzy wzięli udział w turnieju, a zwłaszcza przed tegorocznymi debiutantami. Ktoś powie co z was za pedagodzy? Może ma racje, a ja trochę rozkładam ręce i czekam na sugestie, podpowiedzi. Za moich czasów wszyscy się tak palili do walki, że dla niektórych brakowało miejsc. Sam pamiętam jak dla mnie zabrakło. Ryczałem jak bóbr całą noc, byłem taki zły, że podziałało to na mnie jak płachta na byka. Trener mi tylko powiedział ćwicz i walcz. Wystarczyło, ojj wystarczyło.

Nie będę się tu rozpisywał o przepisach i zasadach, bo w dwóch ostatnich relacjach mocno zaznaczyłem na czym polegają owe zawody i czym się kierujemy w doborze przeciwników. Decyduje waga. My jednak naginamy te przepisy żeby nie doszło do zderzenia czołgu z maluchem. W tym roku postanowiliśmy stworzyć grupę: „Najlepsi z najlepszych”. Wiadomo, że w każdym klubie prym wiedzie kilku zawodników, którzy budzą respekt u innych. Wynika to najczęściej z ich bardzo dużych umiejętności jak i stopnia. Stworzenie takiej grupy w dużej mierze pozwoliło reszcie mniej doświadczonych zawodników powalczyć jak równy z równym. W tej grupie znalazło się 6 zawodników: 2 z BANZAI, 3 z SEIKEN i 1 z COMBAT. Oj działo się, działo. Każdy z nich miał status niepokonanego, więc by było sprawiedliwie - walczyli każdy z każdym. W tym, uwaga: jedna dziewczyna.

 

W najlżejszej kategorii: 23-26 kg, i zarazem najmłodszej, komplet medali zdobyli nasi zawodnicy. Czego można pragnąć więcej?  To dowodzi, że nasz program szkoleniowy  przynosi zamierzone efekty. Dzieci działają przede wszystkim instynktownie. Trzeba je  tylko odpowiednio naprowadzić żeby wstrzeliły się w ten jeden moment, by wykonać rzut albo trzymanie. Dzieci w tym wieku mają ogromne możliwości, ale też spory „bałagan w głowie”. Na treningach sporo czasu poświęcamy na dyscyplinę i słuchanie ze zrozumieniem zasad Jiu-Jitsu, a jako że są to dzieci, to i czas na zabawę zawsze się znajdzie. Walczyły pchełki, jak ich pieszczotliwie nazywam i wszyscy są dla mnie zwycięzcami. Wielu starszych i bardziej doświadczonych kolegów nie podjęło rękawicy i schowało głowę w piasek. GRATULUJĘ

1 miejsce Sułkowski Bruno- Banzai

2 miejsce Piwek Nadia- Banzai

3 miejsce Kępa Mateusz- Banzai

 

 

Następna kategoria 28-31kg, to nasza porażka, ale usprawiedliwiam  wszystkich naszych zawodników w tej grupie, bo niestety zawsze trafiają się tzw „perełki”. Ich umiejętności wynikają głównie z dużych możliwości motorycznych przekazanych w genach. Nieczęsto   się trafiają. Cokolwiek by nie zrobili i czegokolwiek by nie trenowali to świetnie sobie dają radę. Wszystko się wyjaśniło, gdy taka dwójka niestety spotkała się w finale. Niestety, bo mimo iż są z klubu Seiken obydwaj zasłużyli na złote medale. Są świetni. Brązowy medal był w zasięgu ale to była loteria. Może ubiegłoroczny złoty medalista Mateusz Pawłowski mógł i jego umiejętności spokojnie wystarczały do osiągnięcia trzeciego miejsca, ale trafił w pierwszej rundzie na przysłowiową „perełkę.” Gratuluje debiutantom: Jankowi Pieślakowi i Mateuszowi Uzarowi za wole walki i podjęte wyzwanie.

1 miejsce Lubaszewski Andrzej - Seiken

2 miejsce Chmielewski Maciej - Seiken

3 miejsce Flisak Oskar - Seiken

 

 

Kategoria 32-35 kg to znowu dominacja naszych zawodników. Wygrał Michał Jakubek i myślę, że przede wszystkim dzięki grupie, w której trenuje. Jego umiejętności są już na wysokim poziomie. Jest najlżejszy na treningu i trenuje w parze z cięższymi kolegami, co później pozwala mu fizycznie zdominować przeciwników. Na plecach może natomiast czuć oddech dwóch bardzo zdolnych chłopaków. Ich ambicja i wola walki na pewno w przyszłości zaprocentuje. Super, gratuluję wszystkim.

1 miejsce Jakubek Michał - Banzai

2 miejsce –Radoń Mateusz Banzai

3 miejsce Bojko Michał – Banzai

 

 

Wszystko się kiedyś kończy. Nie ma niepokonanych. Kategorie wagowa 36-40 można określić jednym słowem: ”Wojna”. Dwóch najlepszych kumpli, którzy razem trenują całe życie spotyka się w finale. Marcin Potoczny i Jakub Kuczmaszewski. Marcin nigdy nie przegrał. Zawsze złoty medal. Kuba, którego talent w zeszłym roku eksplodował. Zawsze nastawiam dzieci (zwłaszcza debiutantów), że pierwszą walkę przegrają, że pierwsze zawody będą totalną klapą. Tak jest dla nich bezpieczniej. Nie ma rozczarowania, niepotrzebnego rozpamiętywania, mazgajenia się. Sensei tak mówił i tak było. Koniec, kropka. Lepiej przegrać i ciężką pracą na treningach w kolejnych turniejach udowadniać sobie i innym, że stać mnie na więcej. Chciałbym żeby taką drogę przechodzili wszyscy moi podopieczni. Czasami zdarza się „perełka”: szybki przyrost umiejętności i dzieciak wygrywa od razu. Porażka boli wtedy najbardziej na świecie. Marcin tak właśnie przegrał z Kubą. Przegrał tylko albo aż 1-0. Następnego dnia na treningu powiedziałem Marcinowi: „Dostałeś kubeł zimnej wody. Jak widzisz nie ma ludzi niepokonanych. Ciągle wierze, że możesz być najlepszy. Dla mnie jesteś. Na następnym turnieju musisz pokazać to  Kubie. Kuba: super super i jeszcze raz super! Pokonać niepokonanego, to ukoronowanie Twojej ciężkiej pracy na treningach. Jesteś mistrzem. Jestem z Ciebie bardzo dumny. Brązowy medal dla Patryka Miski. Pomimo jego wielkich ambicji i woli walki nie był w stanie (i długo nie będzie) w stanie zagrozić tej dwójce.  Ale chłopaki, pilnujcie się: jak pokazał Kuba wszystko się kiedyś kończy.   Szczęścia zabrakło Patrycji Konopce, która walczyła o brązowy medal właśnie z Patrykiem. Ich umiejętności są zbliżone, a zadecydowały detale i szczęście. Szkoda, ale cieszę się, że wystartowała.     Cieszy też, że mimo tak ciężkiej grupy walkę podjęli debiutanci: Maciej Ziółkowski, który po krótkim okresie treningowym zdecydował się na udział i Amelia Kidała, której postawa na treningach napawa optymizmem. Na pewno jeszcze o niej usłyszymy, bo jest bardzo ambitna o czym może świadczyć zdany egzamin o 2 stopnie (a jak wiadomo, nie rozdaję belek niczym przekupka na odpuście J).Gratuluję

1 miejsce – Kuczmaszewski Jakub Banzai

2 miejsce - Potoczny Marcin Banzai

3 miejsce - Miska Patryk – Banzai

 

 

Dziewczyny rządzą. Tak  jest i koniec kropka. Na treningach są dokładne i ambitne.  Zwracają większą uwagę na detale i ćwiczą, a chłopaki? Ehh, jak chłopaki: wieczny bal i bałagan w głowie J Oczywiście, gdy porażka dotknie dziewczynę, to z emocji płyną łzy, ale za to: jak podnosi się po upadku!  „Siwy dym” ! Kategoria 40-44 kg. Sara Piwowarczyk -wojownik prawie doskonały. Cierpliwa, inteligentna, opanowana, silna fizycznie. Nie boi się chłopaków, za to chłopaki boją się jej! I to nie dlatego, że miażdży ich podczas walk, wręcz przeciwnie: wygrywa skromnie 2-0, 3-0 ale jej dominacja sprawia, że czują się bezradni, jakby jeszcze nosili pieluszki. Wiadomo jak to działa na mężczyzn. Jeszcze długo będzie niepokonana. Jest nowy „boss”.  Złoty medal to był spacerek. Srebro wreszcie dla Wiktora Sułkowskiego. Bardzo się cieszę, bo to chłopak, który jest bardzo ambitny i startował już w turniejach. Do tej pory kończyły się porażką, ale nie tym razem. Super! Gra-tu-luję J

1 miejsce Piwowarczyk Sara - Banzai

2 miejsce Sułkowski Wiktor- Banzai

3 miejsce Wałach Antoni- Seiken

 

 

Kategoria 44-47 kg. Znowu Maciej Wrzesień. Talent, doświadczenie vs ambicja i furia. Maciek - wielki talent. Sprawność ponad przeciętną i ogromne możliwości, wysoki stopień i jeden z niepokonanych Seiken kontra Hubert Piwowarczyk - wojownik z opcją włączania furii, a boją się jej wszyscy:) Tak zaczęła się pierwsza walka. Maciek z zielonym pasem - „na kozaka”, a Hubert wystraszony. Nie wróży to nic dobrego, pomyślałem. Najwyżej skończy się furią i trudno. Maciek ruszył. Hubert spokojnie przetrwał pierwszy chwyt, nogi mu się nie ugięły. Jest dobrze, stoi i robi co mówiłem. „Rany Boskie!” myślę,  „on mnie słucha”! Bo on zawsze ma coś do powiedzenia niekoniecznie w temacie treningu. Wracając: Maciek popełnia błąd i ląduje na ziemi z założonym trzymaniem. Myślę ”Jezu, złapał go i to założył najlepsze co mógł”.  Przyznaję się - liczyłem razem z sędzią te dłłłłłłłuuuuuuugiiieeeee 15 sekund. Jest 1-0. Maciek ruszył jak wściekły, skacze rzuca się, ciska, a Hubert się broni. 11 sekund, 11 sekund zabrakło. 1-1 dogrywka. Tutaj zabrakło kondycji. Po dogrywce wygrał Maciek, 2-1. Żadna inna walka nie przyniosła mi tylu emocji. Szkoda, ale już za rok…. Maciek w finale pokonał Łukasza Lubaszewskiego i utrzymał status niepokonanego. Hubert po wyczerpującej pierwszej walce nie miał sił w starciu o srebrny medal. Oddał go praktycznie bez walki. Niemniej jednak jestem z niego dumny i szczęśliwy, że to co mówię „dociera”. W tej kategorii startował tylko Hubert.

1 miejsce Wrzesień Maciej- Seiken

2 miejsce Lubaszewski Łukasz- Seiken

3 miejsce Piwowarczyk Hubert- Banzai

 

 

Dwie kategorie open, ale tylko w jednej startowali nasi zawodnicy. Anna Grodecka  i Sebastian Hurman. W jednej sukces Anny, która w debiucie zdobyła srebrny medal i pomimo rzucania wobec mnie kobiecych „fochów”, to spisała się super. Nie jest lekka więc miała dodatkowo trudniej, ale jej umiejętności pozwoliły na wskoczenie na przysłowiowe „pudło”. Sebastian nie miał szczęścia w losowaniu i trafił na dużo silniejszego rywala. Dosłownie silniejszego, bo umiejętności miał na pewno niższe, ale „brutalna siła ”była w tym starciu górą, szkoda.

Open 1

1 miejsce Sebastian Szczurek- Combat

2 miejsce Grodecka Anna - Banzai

3 miejsce Chmielewski Marcin- Seiken

 

Open 2 (zawodników BANZAI 0)

1 miejsce Marek Wojtek- Seiken

2 miejsce Kośmider Bartek- Seiken

3 miejsce Łączny Artur - Seiken

 

 

Deser. Grupa stworzona z myślą o najlepszych. Pięciu bohaterów i jedna bohaterka. Waga wahała się między 50 a 54 kg. Najcięższa była Martyna Dudek. Teoretycznie? Miała przewagę. W praktyce? Umiejętności pozostałych zawodników są na takim poziomie, że dodatkowy kilogram nie robi na nich większego wrażenia. Od siebie dodam, że każdemu z nich należał się kubeł zimnej wody, bo niektórzy już tak obrośli w piórka, że nos zamienił się im w dziób i wyrósł ogon pawich piór. Brakuje tylko żeby zaczęli znosić jajka. Gdybym mógł, to sam wyszedłbym na matę i „powycierał nimi materace”, ale że nie mogę to….  wysłałem Patryka. Walczyli każdy z każdym, więc Patryk po kolei wszystkim wyjaśniał gdzie jest ich miejsce w szeregu. Ale kto zleje Patryka tym kubłem zimnej wody?? Spokojnie, po kolei. Z drugiej strony drabinki swoje robi Mateusz Bil, który nie bez problemów (miedzy innymi z Martyną ) przeszedł ciężką wojnę. Tanio skóry nie sprzedał też Mateusz Dudek: w tych walkach punktował na plus. Obydwaj spotkali się w finale. W zeszłym roku  pisałem już, że Patryk jest najlepszy i niepokonany. Jest flagową postacią klubu, a w naszym klubie jedyną osobą, która może mu zagrozić jest Mateusz Bil. Wychowałem ich obydwu od małego, wyszkoliłem. Różnią się warunkami fizycznymi i predyspozycjami, ale walczą w bardzo podobny sposób. Z klubu Seiken - Mateusz Dudek, którego bardzo lubię. Jest duszą towarzystwa, na obozach często mnie zagaduje. Jego sprawność i możliwości są równie duże co moich chłopaków, ale „król może być tylko jeden”.  Patryk w walce z Mateuszem zdemolował go jasno dając do zrozumienia, że w tym turnieju to koniec marzeń o złotym medalu. Mateusz przegrał dlatego, że walczył bez pomyślunku, jak dziecko, a potrzebna była koncentracja na 100%. Ta kategoria to nie miejsce na żarty i łatwe rzuty. Tu nic nie przychodzi łatwo.  Zresztą w walce o 3 miejsce znowu zaczął „błaznować” i przegrał po 3 dogrywkach z Martyną. Teraz finał. Finał, który mną lekko wstrząsnął, bo zaczął się spokojnie ze strony Patryka i Mateusza. Żaden nie ruszył na żywioł. Z szacunkiem i respektem do rywala. Bez strachu i lęku, ale z wiarą w siebie i swoje umiejętności. Nie wskazałem na żadnego, bo dla mnie obydwaj zasługują na medal. Walka dwóch szachistów. W pewnym momencie Mateusz zaatakował. Chyba nawet Patryk był zaskoczony, bo ja już widziałem jak leci na plecy. Myślę sobie: „masz swój kubeł. Teraz Ci się zapali trochę tyłek i będziesz się musiał sprężyć” …  ale patrzę, a ten „skubaniec” się uratował. I znowu myśl: „ja bym tak nie zrobił”. Dotarło mu do głowy, że był w tarapatach. Musiał wytrącić Mateusza z rytmu - ruszył odważniej. Zrobił tak jak go uczyłem. Sęk w tym że Mateusz też zrobił tak jak go uczyłem „Ruszyłeś skałę to przyciśnij”. No i przycisnął. Ehh, szachy i mądre chłopaki. Obserwuję. Patrzę, a Mati znowu atakuje, a Patryk leci iii …„teraz już leżysz Patryk”. Nie do wiary:  ten skubaniec znowu się jakimś cudem wykręcił i wylądował na brzuchu(a za to się punktów nie dostaje). Dogrywka. W sporcie często bywa tak, że niewykorzystane sytuacje się mszczą,  to i tym razem tak było. W drugiej dogrywce Patryk rzucił Matiego. Mati już nie miał czasu żeby skonstruować jakąś akcję i tak oto jest - król Patryk. Sam później na treningu przyznał, że przy tych dwóch akcjach miał dużo szczęścia i sam do końca nie pamięta, jak to zrobił. Zadziałał instynkt i odruch bezwarunkowy. Tego życzę wszystkim adeptom, bo właśnie te czynniki w dużej mierze pozwalają na skuteczną obronę w walce z napastnikiem.

Debiutantom i starym wyjadaczom dziękuję za udział i poświęcony czas. Dla mnie wszyscy jesteście zwycięzcami.

 

Medaliści:

Kategoria wagowa 23-26kg

1 miejsce Sułkowski Bruno- Banzai

2 miejsce Piwek Nadia- Banzai

3 miejsce Kępa Mateusz- Banzai

Kategoria wagowa 28-31kg

1 miejsce Lubaszewski Andrzej - Seiken

2 miejsce Chmielewski Maciej - Seiken

3 miejsce Flisak Oskar - Seiken

Kategoria wagowa 32-35kg

1 miejsce Jakubek Michał - Banzai

2 miejsce –Radoń Mateusz Banzai

3 miejsce Bojko Michał - Banzai

Kategoria wagowa 36-40kg

1 miejsce – Kuczmaszewski Jakub Banzai

2 miejsce - Potoczny Marcin Banzai

3 miejsce - Miska Patryk - Banzai

Kategoria wagowa 40-44kg

1 miejsce Piwowarczyk Sara - Banzai

2 miejsce Sułkowski Wiktor- Banzai

3 miejsce Wałach Antoni- Seiken

Kategoria wagowa 44-47kg

1 miejsce Wrzesień Maciej- Seiken

2 miejsce Lubaszewski Łukasz- Seiken

3 miejsce Piwowarczyk Hubert- Banzai

Kategoria wagowa open 1

1 miejsce Sebastian Szczurek- Combat

2 miejsce Grodecka Anna - Banzai

3 miejsce Chmielewski Marcin- Seiken

Kategoria wagowa Open 2 (zawodników BANZAI 0)

1 miejsce Marek Wojtek- Seiken

2 miejsce Kośmider Bartek- Seiken

3 miejsce Łączny Artur - Seiken

Kategoria wagowa Najlepsi z najlepszych 50 -54 kg

1 miejsce Mastalerz Patryk- Banzai

2 miejsce Bil Mateusz- Banzai

3 miejsce Dudek Martyna- Seiken

!!!Uwaga!!!

 

Zapraszamy na naszego facebooka:

Krakowski Klub Jiu Jitsu.

 

 

Copyright © 2017 Banzai. Designed by Przemo.